Slide background
Slide background
Slide background

O regionie

Jak dzielny Puck wyratował burmistrzankę Helę

Były to czasy, gdy po świecie wędrowały smoki. Pojawiały się to tu, to tam, siejąc grozę i zniszczenie. Jeden z takich potworów dotarł aż w pobliże Żarnowca. Zamieszkał w grocie w Mechowie, skąd wyruszał na wyprawy po jedzenie. Nie zado­walał się byle krową czy barankiem. Pożerał wszystko, co mu stanęło na drodze. Łącznie z ludźmi. Blady strach padł na kaszubskie wsie. Zebrali się wreszcie ich mieszkań­cy i postanowili: uzbrojeni, najsilniejsi mężczyźni z każdej wioski zbiorą się pod grotą. Wywabią smoka i go zabiją. Nie wiedzieli, że bestia zaprawiona w bojach z najsławniejszymi ryce­rzami tak łatwo nie odda swej skóry. Na widok napastników smok wy­sunął pysk z groty i zaczął ziać ogniem. Zapaliły się ubrania na Kaszubach, wszyscy uciekli w popłochu. – Nie wygramy z potworem. Trzeba będzie przyprowadzać mu zwierzę­ta – uradzili na kolejnej naradzie. Codziennie z innej wsi pędzono pod grotę krowy, konie, gęsi, owce. Pu­stoszały stajnie i zagrody. Mijały miesiące, a głód zaczął zaglądać gospoda­rzom w oczy. Wreszcie nadszedł taki dzień, gdy przed grotą nie pojawiło się żadne zwierzę. Wszystkie zostały zjedzone przez smoka. Wylazł potwór z groty, rozejrzał się w poszukiwaniu jadła. Gdy nic nie zobaczył – ryknął z wściekłością. Zawinął ogonem, położył kilka chałup. Plunął ogniem, spalił kawałek lasu. A potem ruszył w poszukiwaniu ofiar w stronę wbijającego się w morze półwyspu, zwanego przez miejscowych „kosą”. Pech chciał, że tego dnia śliczna jak wiosna Hela, córka burmistrza miasta położonego na końcu „kosy”, wybrała się z wizytą do babci. Dojrza­ła ją bestia. Chwyciła dziewczynę w szpony i poleciała nad miasto. Dmuch­nęła żarem i po chwili ogień ogarnął ratusz. Gdy przerażony burmistrz wybiegł na ulicę,zobaczył unoszącego się w górze smoka, który trzymał jego jedynaczkę!

– Zostaw ją! – krzyknął burmistrz. – Dam ci, co zechcesz, tylko nie zabijaj mego dziecka! – Co zechcę? – zastanowił sięsmok. – No, no... Zawsze marzyłem, by na śniadanie zjeść z setkę dziewic. Jeśli za siedem dnidostarczysz mi taki posiłek, oddam dziewczynę i odlecę tam, gdzie lepiej karmią smoki. Jeśli nie –zjem ją, a na dziewice i tak zapoluję... 

Rozpacz zapanowała w miasteczku. Nikt nie chciał dobrowolnie oddać życia za burmistrzankę. Rodzice dziewic zastanawiali się, czy nie wywieźć córek w bezpieczne miejsca, z dala od morza. Burmistrz odchodził od zmysłów. Szalejąc z niepokoju, błąkał się po miasteczku. Dzień przed terminem wyznaczonym przez smoka udał się nad zatokę. Tam na plaży spotkał nieznajomego chłopca. Chłopiec leżał na piasku, wygrzewając się w promieniach słońca. Zachowywał się tak, jakby wcale nie słyszał o smoku...

– Co tu robisz? – spytał burmistrz. – Kim jesteś?

– Nazywam się Puck i czekam na pana – odparł młodzieniec. – Wiem, jak pokonać smoka.

Wcześniej burmistrz nie uwierzyłby obcemu młodzieńcowi, ale teraz, gdy stracił już wszelką nadzieję, słowa te zabrzmiały w jego uszach jak muzyka anielska.

– Jeśli to zrobisz, spełnię każde twe życzenie – oznajmił burmistrz. Puck nachylił się nad nim izaczął mu coś szeptać do ucha. Następnego dnia gdy smok wyszedł przed grotę, zobaczyłPucka prowadzącego setkę ubranych na biało dziewcząt. Oblizał się ze smakiem...

– Poczekaj, poczekaj – zawołał do niego Puck. – A gdzie jest Hela?

– Weź ją sobie – smoczysko wyciągnęło z groty zapłakaną burmistrzów­nę. Puck wziął ja za rękę i krzyknął: – Już!

Zza pleców stu dziewcząt wyskoczyła setka chłopców. Każdy z nich trzy-mał w dłoniach beczkę ze smołą. W kilka sekund czarna maź dokładnie oblepiła potwora. Wystarczyło tylko, by zaczął, jak to miał w zwyczaju, ziać ogniem, a zapaliłaby się smoła... Jednak smok głupi nie był. Ryknął tylko i ruszył w pogoń za uciekający­mi ludźmi. Na szczęście nie mógł latać, bo smoła skleiła mu skrzydła. Niezgrabnie, kołysząc się, szedł wzdłuż półwyspu. Nie interesowały go już dziewice, które pod opieką stu młodzianów skryły się w lesie. On chciał najpierw obmyć się ze smoły, a potem pożreć Helę i towarzyszącego jej Pucka. Puck znalazł podczas ucieczki włócznię. Postanowił, że będzie do końca bronić jasnowłosej burmistrzówny. Młodzi ukryli się na krańcu półwyspu. Widzieli, jak bestia wchodzi do wody, próbuje machać potężnymi skrzy­dłami. Spojrzał Puck na Helę tęsknie, dotknął jej policzka. – Żegnaj – powiedział i trzymając w ręku włócznię, wskoczył do wody. Zanurkował, podpłynął blisko smoka. Wbił włócznię w miękką skórę pod­brzusza gada. Zaskoczony smok ryknął z bólu. Zraniony, obolał, niezgrabnie poruszał się w wodzie, szukając napastnika. Puck był jednak szybszy. Włócznia udrzała raz po raz w brzuch smoka. Wody zatoki zabarwiły się na czerwono od krwi potwora. Smok skonał. Uradowany burmistrz nie wahał się ani chwili, gdy Puck poprosił o rękę Heli. Widział już wcześniej, jak dziewczyna rozkochanymi oczami wodziła za swym wybawicielem. Wdzięczni Kaszubki wybudowali młodym dom tuż przy zatoce. A gdy wokół osiedliły się najpierw ich dzieci, potem wnuki i prawnuki, miejscowość na cześć bohaterskiego pogromy smoka nazwano Puckiem. Za to burmistrz, który tęsknił za córką nadał swojemu miastu nazwę Hel.

ZAPYTAJ O WOLNY TERMIN

Wypełnij formularz - oddzwonimy / odpowiemy w kilka godzin, zaprezentujemy dostępne pokoje i apartementy!