Slide background
Slide background
Slide background

O regionie

Mściwy Gosk i piękna Jurata

Na dnie Bałtyku, tuż przy Półwyspie Helskim złocił się jantarowy pa­łac. Należał on do Juraty, córki Goska, bożka żyjącego na dnie morza. Jurata była wrażliwa na ludzką krzywdę. Nie raz rybak, który skarżył się morzu na nędzne połowy i wypłakiwał oczy nad losem głodnych dzieci, następnego dnia znajdował w sieciach pełno ryb.

– To pewnie Jurata ci pomogła – mówili najstarsi mieszkańcy pół­wyspu. Ale kiedy morze burzyło się, fale wywracały rybackie łodzie, a w głębinach ginęli ludzie, wszyscy wiedzieli, że to sprawka jej ojca. Bo Gosk różnił się od córki – był porywczy, pamiętliwy, mściwy.

W maleńkiej checzy bez okien, okopconej dymem, mieszkał młody ry­bak. Żył w nędzy. Rano wypływał po ryby, wracał o zmierzchu z pustymi sieciami. Ani dorsza, ani śledzia, ani flądry nie złowił. A działo się tak za sprawą Goska, którego kiedyś – nie wiadomo dlaczego – zdenerwował śpiew młodzieńca. Poszedł rybak po radę do starego Konkola. – Z Goskiem nie wygrasz – rzekł Konkol. – Niejednego on już rybaka zgubił. Możesz jednak poprosić o pomoc jego córkę. Rozpal święty ogień na brzegu przy pełni księżyca, a jako ofiarę rzuć w wodę kawałek podpło­myka. Wezwij Juratę. Zrobił rybak to, co mu stary Konkol radził. A gdy już wypowiedział imię Juraty, rozwarły się fale morza i wynurzyła się z nich młoda piękna dziewczyna. – Znam cię – uśmiechnęła się do rybaka. – Jesteś dobrym człowiekiem. Starszym pomagasz, z biedniejszymi od siebie dzielisz się ostatnim kawał­kiem chleba. Pomogę ci. Nie czekając na odpowiedź, zanurzyła się w morskiej toni. Następnego dnia rybak wyruszył w morze. Ledwo zarzucił sieć, już robi­ła się ona ciężka. Wyciągał same tłuste ryby... Mijały miesiące i rybak mógł wybudować porządną checz. Ubrał się lepiej. Wodziły za nim oczami co ładniejsze dziewczyny – stał się dobrą partią. Jego jednak nie interesowała żadna ładna buzia. Kiedy zamykał oczy, widział twarz tej jednej jedynej – Juraty. Ułożył nawet na jej cześć pieśń pełną miłości i tęsknoty. Płynąc samotnie, śpiewał dla niej i do niej. Nie wiedział, że Jurata słucha jego śpiewu, a w sercu pięknej boginki także zapłonęło uczucie do młodego rybaka. Pewnego dnia gdy siedział sam na brzegu, tęsknie patrząc w fale, z morza wyszła Jurata. Usiadła obok, musnęła palcami jego spracowaną dłoń. – Też cię kocham – powiedziała cicho. – Jeśli zechcesz, zamieszkam w twojej checzy. Zostanę twoją żoną. Młody rybak wziął w ramiona boginkę. Nie wiedział, że to ostatnie chwile jego szczęścia. Gosk usłyszał słowa wypowiedziane przez córkę. Złość wielka ogarnęła podwodnego władcę. Jak to? Jego jedynaczka ma zostać żoną ubogiego rybaka? Powiał silny wiatr, fale uderzały o brzeg. Rozszalała się burza. – Pójdę przebłagać ojca – szepnęła Jurata, wysuwając się z ramion uko­chanego. Następnego dnia morze znów było gładkie i spokojne. Rybak miał na­dzieję, że Gosk zrozumiał ich miłość i nie będzie się sprzeciwiał małżeństwu córki. Wsiadł do łódki i wyruszył na połów. Był sam daleko w morzu, gdy nagle nadciągnęły ogromne fale. Z nieba uderzył piorun. Zaczął się sztorm. To Gosk postanowił ostatecznie rozprawić się z bezczelnym człowiekiem, który śmiał zdobyć serce jedynaczki.– Jurato, ratuj! – zawołał rybak. Z morza wysunęła się boginka, weszła do łodzi, stanęła przy ukochanym. Na próżno wzywał ją ojciec – Jurata wolała zginąć u boku człowieka, niż żyć w pięknym pałacu na dnie morza. Zapamiętały w złości Gosk uderzył piorunem w łódź, zabijając młodych. A gdy już zrozumiał, że utracił jedyną córkę, ogarnęła go rozpacz. Jeszcze jeden, ostatni piorun uderzył w jantarowy zamek na dnie morza, rozbijając go na miliony kawałków. Na Bałtyku rozszalała się burza, jakiej najstarsi Kaszubi nie pamiętali. Na cześć pięknej boginki i rybaka wieś na półwyspie, gdzie stała checz młodzieńca, nazwano Juratą. A fragmenty jej pałacu – złociste kawałki bursztynu – do dziś na morski brzeg wyrzucają fale.

ZAPYTAJ O WOLNY TERMIN

Wypełnij formularz - oddzwonimy / odpowiemy w kilka godzin, zaprezentujemy dostępne pokoje i apartementy!